Częstochowa zabezpieczyła środki na organizację październikowego referendum. Okazało się, że zostały przesunięte w budżecie z pieniędzy przeznaczonych na budowę dróg. Według władz miasta nie zagraża to inwestycjom.
Głosowanie w sprawie odwołania Prezydenta Miasta Częstochowy i Rady Miasta będzie kosztować 816 tys. zł. Kwota jest adekwatna do skali przedsięwzięcia i porównywalna z kosztami w innych gminach, w których obywatele również decydowali o przyszłości władz samorządowych. Organizacja referendum wymaga jednak przesunięcia środków w budżecie i wieloletniej prognozie finansowej miasta, ponieważ kalendarz wyborczy nie zapowiadał z wyprzedzeniem takiego wydatku.
W tej sprawie głosowali radni na nadzwyczajnej sesji 14 września. Problemem okazało się jednak źródło finansowania referendum. Według przedstawionych projektów są to fundusze przeznaczone na infrastrukturę, w tym 400 tys. zł na bieżące utrzymanie dróg, prawie 184 tys. na budowę i przebudowę ulic i ponad 232 tys. na dokumentację przyszłościową.
Uzasadnienie do uchwały nie zawierało wyjaśnienie, dlaczego właśnie takie środki zostaną wykorzystane. – Musieliśmy znaleźć środku niezaangażowane, bez umów i bez planów do wydawania, więc te były dostępne najszybciej i mamy nadzieję, że radni się do tego wniosku przychylą – mówił dla portalu miejska.pl Łukasz Kot jeszcze przed sesją. Zastępca Prezydenta Miasta Częstochowy miał rację. Mimo ponad godzinnej dyskusji, w 25-osobowej radzie tylko pięciu samorządowców w różny sposób nie poparło uchwały.
Inaczej motywację władz miasta tłumaczy opozycja, czyli przede wszystkim klub Prawo i Sprawiedliwość. Większość rządzącą w Częstochowie stanowią działacze Lewicy i Koalicji Obywatelskiej ze wsparciem radnej z Zawodzia.
Szef klubu PiS wprost proponował wykorzystanie rezerwy budżetowej, o czym mógłby zdecydować prezydent miasta bez konieczności fatygowania decydentów i pracowników magistratu. – Ale tu chodzi o coś innego. O pokazanie mieszkańcom, że to referendum jest i kosztowne, i niepotrzebne, i stracą na tym – mówi Paweł Ruksza.
Nie inaczej sugeruje przedstawiciel komitetu referendalnego. Marcin Nocoń. – Moim zdaniem jest to kara dla mieszkańców, którzy podpisali się pod inicjatywą referendalną – stwierdza.
– To był pewien zabieg, pewna pułapka zastawiona na radnych – podsumowuje natomiast dla miejskiej radny Krzysztof Świerczyński, według którego celem było obarczenie odpowiedzialnością za decyzję właśnie rady. W czasie dyskusji włodarze nie wskazali jednak, jakie prace na terenie miasta mogą nie zostać zrealizowane, a wręcz przeciwnie. Żadna z istniejących lub planowanych dróg rzekomo nie ucierpi.
Samo referendum odbędzie się 25 października. Mieszkańcy zdecydują o losie prezydenta i radnych, niemniej można już teraz przewidzieć, jakie narracje przyjmą władze miasta i opozycja przez najbliższy miesiąc. Wiceprezydent Częstochowy do urny się nie wybiera. – Nie idąc, też głosuję – zapowiada Łukasz Kot. Aby głosowania były ważne, musi w nich wziąć udział co najmniej ok. 46-49 tys. mieszkańców. Frekwencja to jeden z warunków.
– W takich momentach zwrotnych, trudnych, właśnie mieszkańcy powinni w sposób bezpośredni decydować, kto ma rządzić miastem dalej, przez kolejne dwa i pół roku, bo w tej chwili władzę sprawują osoby, które na te funkcje nie zostały wybrany w sposób demokratyczny, w bezpośrednich wyborach, w związku z czym głosowanie mieszkańców jest najlepszym sposobem podjęcia decyzji – deklaruje natomiast radny Krzysztof Świerczyński.
Krzysztof Rygalik








