Trwa zbiórka podpisów pod wnioskiem o organizację referendum w Częstochowie. Z wyliczeń i doświadczeń innych samorządów wynika, że zebranie odpowiedniej ilości prawidłowych podpisów nie jest takie proste. Czy referendum w Częstochowie jest zagrożone?
Częstochowa ponownie dołączyła do samorządów, które chcą odwołać swoje władze. Jednym z powodów są zarzuty stawiane przez prokuraturę dla kilkunastu osób, a także czynności i zatrzymania przeprowadzone przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. W sprawie nie zapadły wyroki skazujące, ale część osób poniosła konsekwencje zawodowe. Prezydent Miasta Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk, który również usłyszał korupcyjne zarzuty, sam musi mierzyć się z opinią publiczną. Od pół roku nie może pełnić funkcji i przebywać w magistracie, a mimo to uzyskał od Rady Miasta wotum zaufania.
W takiej atmosferze zakiełkował pomysł, aby odwołać nie tylko prezydenta, ale i radę jeszcze przed końcem kadencji. Procedura ma konkretne ramy prawne. Według częstochowskiej Delegatury Krajowego Biura Wyborczego wniosek o przeprowadzenie referendum musi poprzeć 15 tys. 900 osób, czy 10 proc. uprawnionych mieszkańców. Zbiórka podpisów ruszyła 17 czerwca, a pismo trzeba złożyć w ciągu dwóch miesięcy – do 17 sierpnia.
Akcję prowadzi komitet „Czas na referendum”, który poinformował, że do ostatniej niedzieli udało się zebrać ponad 12,5 tys. głosów. Czy tempo zbiórki podpisów nie jest zbyt niskie, aby referendarze mogli odnieść sukces?
Inicjatorzy regularnie publikują wyniki: 26 lipca – 12,5 tys., 19 lipca – 10,6 tys., 12 lipca – 9,1 tys., 5 lipca – 7,2 tys., 28 czerwca – 5,1 tys., 21 czerwca – 1,3 tys. Największym zainteresowaniem inicjatywa cieszyła się w pierwszych dwóch tygodniach, co jest naturalne. Z czasem emocje są mniejsze. W związku z czym przeciętnie udaje się zebrać 313 podpisów dziennie, ale pomijając początek, każdego dnia przybywają 264 głosy. Tymczasem inicjatorom pozostały trzy tygodnie, a jeśli zainteresowanie się utrzyma, wniosek poprze niewiele ponad 18 tys. częstochowian.
Większy problemem jest weryfikacja. Nawet co trzeci podpis może okazać się nieważny, bo tak się dzieje w innych samorządach. Dlatego wniosek do komisarza wyborczego powinien być szerszy niż formalne minimum, czyli w tym przypadku zawierać dane chociaż 21-22 tys. ludzi.
Dla przykładu w czasie organizacji w tym roku referendum w Krakowie nieważnych okazało się 28 proc. podpisów, ponieważ tysiące osób pochodziło spoza miasta, a kolejne tysiące źle podało swój adres zamieszkania. Być może czasem ujawniają się problemy z pamięcią, bo część mieszkańców wpisuje się po kilka razy, a wbrew pozorom osoby zmarłe czy niepełnoletnie na kartach pojawiają się bardzo rzadko. Kraków to nie wyjątek. Z podobnych powodów nieważnych okazało się ok. 27 proc. podpisów w czasie zbiórki za odwołaniem byłego częstochowskiego prezydenta Tadeusza Wrony w 2009 roku.
Ale inicjatorzy zmian pod Jasną Górą przewidzieli te problemy. – Stosujemy kalkulatory PESEL, aby sprawdzić, czy numery PESEL wpisane na kartach są poprawne – wyjaśnia Marcin Nocoń, „Czas na referendum – Częstochowa 2026”. – Sprawdzamy jakość tych podpisów. Sprawdzamy, czy są czytelne, także każdy podpis, każda karta jest weryfikowana.
Podana suma poparcia na poziomie ponad 12,5 tys. osób to nie wszystkie zebrane głosy, ale już zweryfikowane. Sami wolontariusze oceniają, że dzięki temu błędy mogą się pojawić w 3 proc. wpisów. Nie w co trzecim, a w co trzydziestym. – Bo dziewczyny naprawdę robią u nas mrówczą pracę. Każda karta jest weryfikowana, sprawdzana, każdy podpis, kropka, przecinek, czy wszystko jest zgodne. Tak, jak powinno to wyglądać – dodaje przedstawiciel komitetu.
Okazuje się, że podawane przez wolontariuszy wyliczenia są faktycznie zaniżone nie tylko z powodu skrupulatności. Kolejne podsumowania dotyczą wyłącznie zbiórki ulicznej. Tymczasem niezależnie od siebie działają inne grupy, z którymi inicjatorzy umówieni są na 10 sierpnia w sprawie przekazania, a następnie lustracji kart.
Dotąd nie wiadomo, jakie i jak liczne owoce przyniesie ta współpraca. Pomoc zadeklarowały partie polityczne, więc wyborcy mają szansę sprawdzić, czy słowa pokrywają się z intencjami. Ale środowisk zainteresowanych losem miasta jest więcej. – Wieczny Raków. Z tego co wiem, kibice chętnie zbierają podpisy – wymienia Marcin Nocoń. – Myślę, że jeżeli chodzi o partie polityczne to będzie ilość w wysokości 5 tys. podpisów, bo takie też różne deklaracje dostawałem. Jeżeli chodzi o kibiców, to jest tak duże środowisko, że przyniosą nam kilka tysięcy prawidłowych podpisów. Mamy jeszcze takie mniejsze stowarzyszenia, jak Mieszkańcy Częstochowy, Częstochowski Alarm Smogowy i inne; także z tych środowisk deklarację, że dostanę w sumie kilka tysięcy podpisów.
Za niecałe dwa tygodnie będzie więc wiadomo, jak wielu zwolenników mają przyspieszone wybory i czy wniosek nie będzie mógł wpłynąć nawet przed wymaganym terminem.
W przypadku odwołania Prezydenta Miasta Częstochowy do urn będzie musiało pójść ponad 46 tys. częstochowian, aby okazało się ważne. W przypadku Rady Miasta – ponad 48 tys.
Krzysztof Rygalik







